Rzeźba Karin Stanek stanie przy Beceku

To wyjątkowy rok wspomnień o pochodzącej z Bytomia rockendrolówie, która zdobyła rzesze fanów nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie. Jej legenda dotarła nawet do Kanady i Stanów Zjednoczonych, gdzie występowała jako wokalistka zespołu Czerwono – Czarni. O fenomenie zmarłej ponad dwa lata temu Karin Stanek, okrzykniętej królową polskiego big-beatu, przypominać będzie instalacja, która stanie na placu jej imienia przy Bytomskim Centrum Kultury. Uroczyste odsłonięcie już 25 września o 17.00.

Dziewczęca uroda, charakterystyczna fryzura i trzymana w ręku gitara – to atrybuty nieżyjącej już gwiazdy, które odnajdziemy w rzeźbie autorstwa Jacka Wichrowskiego. Wykonana ze stali nierdzewnej instalacja ukazuje postać Karin Stanek za pomocą symboli. Taki sposób utrwalenia pamięci o artystce to pomysł Ligi Kobiet Nieobojętnych – bytomskiego stowarzyszenia. Karin wniosła nieocenione wartości w życie miasta. Choć wyjechała do Niemiec, gdzie mieszkała aż do śmierci, zawsze pamiętała o swoim pochodzeniu – mówi działająca w LKN Anna Szwed.  O rzeźbę na jej cześć zabiegałyśmy blisko dwa lata. Zbierałyśmy pieniądze na ten cel, poszukiwałyśmy odpowiedniego miejsca i osoby, która stworzy projekt.

Instalacja Jacka Wichrowskiego stanie w pobliżu podwórza przy Beceku, które od ponad roku nosi nazwę placu Karin Stanek. Odsłonięcie tego dzieła to kulminacja tegorocznych inicjatyw poświęconych pamięci artystki. Jej życie i twórczość były inspiracją do monodramu Aliny Moś – Kerger, który od lutego wystawiany jest w wielu polskich miastach, a ostatnio także w stolicy podczas Ogólnopolskiego Przeglądu Monodramów. W dniu naszego wrześniowego pokazu sala Teatru WARSawy wypełniona była prawie po brzegi. Na widowni zasiadły nie tylko osoby z pokolenia Karin Stanek, było też dużo młodzieży – opowiada Moś – Kerger. Wcielająca się w rolę polskiej rockendrolówy Agnieszka Wajs po raz kolejny zagrała po mistrzowsku. Niektóre sceny wywołały naprawdę silne emocje, byli widzowie, którzy płakali. 

Monodram „Karin Stanek” oglądała też publiczność w Bytomiu, Katowicach, Bełchatowie czy Świętochłowicach. A niebawem taką okazję będą mieli mieszkańcy Mikołowa i Wałbrzycha. Z każdym spektaklem coraz większa jest świadomość pochodzenia królowej polskiego big-beatu. Tytułowa bohaterka kilkakrotnie przywołuje w swoich kwestiach Bytom – podkreśla Moś – Kerger. Stając na przykład przed jurorami konkursu na młode talenty mówi: „Nazywam się Karin Stanek, mam 17 lat, przyjechałam z Bytomia”.

W sztuce Aliny Moś – Kerger nie mogło też zabraknąć sceny powrotu do rodzimego miasta. W latach 90., po blisko dwóch dekadach spędzonych w Niemczech, Karin Stanek przyjeżdżała do niego kilkakrotnie. Te chwile wielu bytomian nadal chętnie wspomina. Do zakamarków pamięci znajomi, sąsiedzi, nauczyciele gwiazdy oraz jej fani sięgali m.in. podczas niedawnego wernisażu wystawy w Biurze Promocji Bytomia.

Trwająca do połowy września ekspozycja prezentowała bogatą kolekcję Stefana Papierowskiego, jednego z najwierniejszych wielbicieli Karin Stanek i popularyzatora jej twórczości. W jego zbiorach znajdują się m.in. zdjęcia, listy, nagrody, plakaty i wycinki ze światowej prasy, będące przekrojem kariery królowej polskiego big-beatu. Są też jej sceniczne stroje i gitara, którą Papierowski otrzymał od gwiazdy w prezencie.

Wystawie, która powstała  przy współpracy Urzędu Miejskiego w Bytomiu i Ligi Kobiet Nieobojętnych, przyglądało się dziesiątki osób. Był wśród nich Edmund Ciesielski, nauczyciel historii w szkole podstawowej, do której chodziła Karin Stanek.Pasja nigdy nie przeszkadzała jej w nauce. Zapamiętałem ją jako dobrą uczennicę. Zresztą jak całą jej klasę, którą zawsze miło wspominam – mówił Ciesielski. Jego zdaniem w latach 50. Karin jako kilkunastoletnia dziewczynka niczym szczególnym się nie wyróżniała. Była zawsze życzliwa, uśmiechnięta i zgrana z kolegami ze szkolnej ławy. Choć kilka lat później rozwinęła skrzydła jako wokalistka, popularność nigdy nie uderzyła jej do głowy. Już kiedy była znana odwiedzała czasem swoją dawną szkołę, rozmawiała z nauczycielami, zapraszała ich na koncerty – opowiadał nauczyciel. Raz nawet przyszła na wywiadówkę swojego młodszego brata. Była bardzo troskliwa, zresztą miała to chyba po mamie.

Swoimi wspomnieniami po wystawie w Biurze Promocji Bytomia dzieliła się również Ewa Nawrot, znajoma i sąsiadka artystki z lat młodości. Chętnie powracam do chwil, kiedy Karin przychodziła na plac Thelmana (dziś plac Sobieskiego – przyp. red.), siadała na skwerku ze swoją czarno – brązową gitarą i zaczynała grać – zwierzała się. W latach 60. w Bytomiu wyraźne były różnice kulturowe, mieszkali tu m.in. Ślązacy i Lwowiacy. Kiedy się jej słuchało, nie miało to jednak większego znaczenia. Byliśmy wtedy jakby ponad tymi podziałami.

Dawnego nauczyciela Karin Edmunda Ciesielskiego, jej sąsiadki Ewy Nawrot, jak i wielu innych bliskich jej ludzi nie zabraknie 25 września przy Beceku. Będą tu także jej wielbiciele, członkinie Ligi Kobiet Nieobojętnych i przedstawiciele bytomskich władz. Uroczystość odsłonięcia plenerowej rzeźby uświetnią najpopularniejsze utwory artystki w wykonaniu Agnieszki Wajs, która od miesięcy wciela się w postać Karin Stanek na deskach polskich teatrów. Początek o 17.00.

Podaj dalej

Komentarze

komentarze/y