Ach ci bytomscy rowerzyści…

To był naprawdę rowerowy miesiąc w naszym mieście. 5 września mieliśmy okazję podziwiać I Śląską Rowerową Masę Krytyczną, 17 września XV Bytomską Rowerową Masę Krytyczną, a 22 września Europejski Dzień bez Samochodu. W tych dniach większe i mniejsze grupy rowerzystów uczestniczyły we wspólnym przejeździe przez miasto.

O ile miło mi było uczestniczyć w pierwszych dwóch spotkaniach na dwóch kółkach, to po trzecim doprowadzony byłem do bliskiego etapu wścieklizny, bo niestety w ten niefortunny dzień bez samochodu musiałem właśnie skorzystać z samochodu i to do tego w momencie wyjazdu rowerzystów w miasto.

Jeżeli znajdzie się jakiś kierowca, który stojąc dziesiątą minutę w korku zacznie pozdrawiać rowerzystów, którzy mu ten korek zaraz wydłużą o kolejne 10 minut, to musiało mu słoneczko przyświecić za długo. Przejazd ciekawie i wesoło wygląda z punktu widzenia rowerzysty. Z punktu widzenia kierowcy ma się ochotę wysypać 100 pudełek pinezek na drogę, tuż przed koła jednośladów.

Masa Krytyczna za Masą Krytyczną i tak, co miesiąc. I na każdej Masie, na której jestem obecny zastanawiam się coraz częściej, o co tak naprawdę walczymy? O ścieżki? To świetnie, to mi się podoba, bo tych jest mało i jest to jakiś cel. O uświadomienie kierowców, że jesteśmy też uczestnikiem ruchu drogowego? Też świetnie, ale jako uczestnicy ruchu drogowego mamy też obowiązki: Być widocznym na drodze jak i jeździć w sposób bezpieczny i zgodny z przepisami ruchu drogowego. Większa część wypadków spowodowana jest słabą widocznością rowerzystów, nagłymi ich manewrami itp.

Masa Krytyczna powinna uczyć zasad bezpiecznej i mądrej jazdy, a niestety jest odwrotnie. Przymyka się oko na brak oświetlenia, choćby nawet odblaskowego. Przymyka się oko, że potem ponad 150 osób jedzie do domu, nieoświetlona, niewidoczna i niebezpieczna, dla siebie jak i innych.

Podaj dalej

Komentarze

komentarze/y



Dodaj komentarz