Przygody medialno – dziennikarskie ze Świętem Bytomia w tle

Najchętniej powyższy tytuł zmieniłbym „Wylewam swe żale gorzkie tu” . A czemuż to wylewam? Otóż z prostego powodu – w Bytomiu ciężko być dziennikarzem obywatelskim. W szczególności, gdy w mieście panuje tak beznadziejny system informowania o wszelakich wydarzeniach. Pewnie wielu z was dziwiło się brakiem relacji ze Święta Bytomia – powody opisane poniżej.

Przykładem oczywiście w tym wypadku będzie Święto Bytomia wersja 2010. Po pierwsze informacja o firmie organizującej to wydarzenie była zerowa. Na próżno szukać informacji w BIP-ie , na próżno było szukać informacji na oficjalnej stronie miasta, a takie informacje powinny być dostępne „na wierzchu” dla każdego mieszkańca bez zbędnego poszukiwania. Trudne do zrobienia? Nie sądzę,  inne miasta jakoś potrafią.

Upragniona informacja pojawia się dopiero 2 czerwca. Bywa, jak to powiadają. Udaje się prawie natychmiastowo na tą wspaniałą i kolorową oficjalną stronę Święta Bytomia, w wiadomym celu, czyli zgłoszenia się do patronatu medialnego. W tym samym dniu otrzymuje informację, że patronat owszem, – ale tylko zamieszczenie loga na stronie, bo wszystko już poszło do druku. –  Co do jasnej… – myślę sobie, mamy drugi czerwiec wszystko poszło do druku a informacji o organizatorze niet. No ale dobrze, przyjmuję warunki polegające na dodaniu loga, które oczywiście wysyłam.

A cóż robi ta wspaniała firma organizująca [Której nazwy nie przytoczę, reklamy robić nie będę]? Otóż nic – całkowicie mnie ignoruje, loga brak, innych informacji brak. Cóż – jak wy mi tak, to i ja wam również – banicja na jakiekolwiek informacje ze święta, co praktycznie jest też stratą dla promocji samego miasta.

Przechodząc dalej – na olbrzymich plakatach doliczyłem się 5 patronatów medialnych – nie będę wymieniał, które to media, bo nie o to chodzi. Jednak każdy, kto chociaż kiedyś spotkał się z czymś takim jak Media Relations, wie że często robi się analizę ile razy dana informacja pojawia się w mediach. W tym wypadku sprawdzam ile razy pojawiły się relację po imprezie.

Na 5 patronatów relacja pojawia się coś w okolicach 2 ewentualnie przy dużych wiatrach jakaś micro relacja w 3. Gratuluje organizatorowi sponsorowania darmowej reklamy mediom, w większości ogólnośląskim – miejskie zostały prawie całkowicie zignorowane.

A czemu trudno w mieście być dziennikarzem obywatelskim? Choćby, dlatego iż w Biurze Prasowym UM Bytom pracują ludzie, którzy w ogóle nie analizują i nie uaktualniają danych do dziennikarzy, dzięki temu od ponad pół roku nie otrzymuje żadnych informacji prasowych od Pani rzecznik – a wystarczyło zobaczyć odpowiednią zakładkę – gdzie wszystkie dane kontaktowe są widoczne, inne organizacje, osoby, struktury związane z Bytomiem itd. itp. potrafiły sobie doskonale dać radę. Dla ułatwienia w posiadanym adresie e-mail wystarczy zamienić końcóweczkę na @bytomonline.pl i voila gotowe – można słać maile.

Kłania się umiejętność monitorowania mediów lub działania na zasadzie „Follow Up” , bo z tego co widzę jest na ekstremalnie niskim poziomie. Przy okazji to miasto powinno się promować za pomocą mediów – ja nie mam żadnego choćby najmniejszego interesu w tym,  by się upominać czy też prosić o informację, bo miejsce numer 2 wśród bytomskich portali i miejsce numer 1 w kategorii szybkości zdobyte tylko w pół roku w zupełności wystarcza na chwilę obecną.

Bo w działaniu BytomOnline.pl nie chodzi, by złapać jednorazowo jak najwięcej osób tylko, by mniej osób a stale zaglądała w progi portalu.  A społeczne działanie dla mieszkańców i informowanie ich o tym co dzieje się w Bytomiu zawsze będzie dla mnie numerem jeden.

Komentarze

komentarze/y

One Comment on “Przygody medialno – dziennikarskie ze Świętem Bytomia w tle”

  1. Parafrazując słowa Marka Kondrata wypowiedziane w ‚Ekstradycji I’ : bo to i takia właśnie polityka w naszym mieście…..

Dodaj komentarz