Wydobycie a spokój mieszkańców

Reprezentuję tysiące firm, instytucji, ale przede wszystkim ponad 160 tys. bytomian, którzy chcą żyć i pracować w tym mieście bez obaw – mówił prezydent Piotr Koj podczas sesji Rady Miejskiej 26 października, podczas której przedstawił radnym powody, dla których wydał negatywną opinię w sprawie planu ruchu kopalni Bobrek-Centrum na lata 2012-2014. Na sesję przybyli też górniczy związkowcy, mieszkańcy Bytomia i przedstawiciele Kompanii Węglowej.

Głównym powodem negatywnej decyzji prezydenta jest konieczność zapewnienia bezpieczeństwa w mieście. Swieżo mamy w pamięci katastrofę budowalną w Karbiu. Do dziś nieznane są jej przyczyny. W kontekście tych wydarzeń należy zachować szczególną ostrożność – mówił prezydent Koj. Z planu ruchu, który przedstawiła miastu do zaopiniowania kopalnia Bobrek-Centrum wynika, że wydobycie będzie prowadzone pod Śródmieściem oraz Karbiem i Miechowicami. W zasięgu wpływów eksploatacji ruchu Bobrek znajdzie się 3 507 budynków, w których mieszka 10 591 osób. Kategorię odporności równą lub niższą od kategorii terenu górniczego posiadają 372 budynki, w tym 277 budynków mieszkalnych. Planowana eksploatacja w Centrum obejmie 6 325 budynków. Tam mieszkają 21 773 osoby. Natomiast kategorię odporności równą lub niższą od kategorii terenu górniczego posiadają 282 budynki, w tym 191 budynków mieszkalnych, ale także szpitale czy kościoły.

Składając do zaopiniowania plan ruchu, KWK „Bobrek-Centrum” nie udostępniła dokumentów na bazie których m.in.: prognozowano zagrożenia wstrząsami i tąpaniami; analizowano możliwości zagrożenia wiaduktu i przejścia podziemnego w ciągu ul. Wrocławskiej czy oceniono stan statycznej i dynamicznej odporności zabudowy miasta pod kątem możliwości przejęcia projektowanych wpływów. Dokumenty te (w sumie kilka kilogramów akt) dopiero na półtorej godziny przed sesją Rady Miejskiej (a 19 dni po terminie wydania opinii o planie ruchu przez prezydenta) trafiły do Urzędu Miejskiego.

Co prawda, nie stanowią one integralnej części planu ruchu, więc na etapie opiniowania gmina nie miała do nich dostępu, niemniej dla wypracowania wyważonego stanowiska niezbędna jest dogłębna ich analiza.

Swojego niezadowolenia i niezrozumienia dla decyzji prezydenta nie ukrywał obecny na sesji wiceprezes Kompanii Węglowej Marek Uszko. Działaliśmy zgodnie z prawem. Zgodnie z nim plan ruchu musi trafić do Urzędu Miejskiego na 14 dni przed wydaniem decyzji – podkreślał. Kodeks Postępowania Administracyjnego nie zabrania uzgadniać szczegółów przed terminem złożenia planu ruchu – odpowiadał prezydent Piotr Koj. Dla wypracowania jakiegokolwiek stanowiska, niezbędna jest przede wszystkim wiedza i ustalenia, a na etapie tworzenia planu ruchu, nikt z nami nie rozmawiał. Pełnomocnik Prezydenta d.s Szkód Górniczych Jolanta Makuła podkreślała, że obawy miasta nie są bezpodstawne: Gmina wykonała własną analizę obrazującą rzeczywiste osiadanie terenu, na którym prowadzono eksploatację węgla. Okazuje się, że wielkości rzeczywistych osiadań terenu są rozbieżne z prognozą przedstawioną przez kopalnię.

Emocje z trudem powstrzymywali związkowcy: Ile te budynki mają lat? – pytali. Sporo, ale to nie znaczy, że mają się rozpaść – odpowiadała Jolanta Makuła. Powiedzcie od razu, że chodzi wam o pieniądze! – krzyczeli górnicy. Kwestie finansowe odgrywają tu także ogromną rolę. W swoich wypowiedziach przedstawiciele Kompanii Węglowej jak i związków zawodowych podkreślali niejednokrotnie, że kopalnia wnosi do miasta opłatę eksploatacyjną. To prawda, jednak w kontekście kwot, jakie trzeba ponosić na usuwanie szkód, jest to kwota niewspółmierna. Jak przedstawiono na sesji, szacowana wielkość opłaty eksploatacyjnej, którą kopalnia przekaże miastu w latach 2012-2014 wynosi ok. 7,5 mln zł. Stanowi to zaledwie 0,4% dochodu gminy. Natomiast koszt odtworzenia budynków ewentualnie uszkodzonych w wyniku planowanej eksploatacji górniczej w latach 2012-2014 wynosiłby ponad 173 mln zł. Warto też pamiętać, że wartość wydobytego węgla dla KWK „Bobrek-Centrum” w latach 2012 – 2014 szacuje się na ponad 4 mld zł.

Obecni na sali radni pytali prezydenta czy to prawda, że wydal pozytywne opinie dla innych zakładów górniczych, fedrujących pod Bytomiem, zwłaszcza dla Zakładu Górniczego Piekary? Tak – odpowiadał prezydent. Ale ten zakład wydobywa węgiel spod terenów niezagospodarowanych i jego działalność nie zagraża mieszkańcom. Wydałem natomiast negatywną opinię w sprawie planu ruchu górniczego dla spółki Eko-Plus. Mimo to, prowadzi ona wydobycie pod miastem.

Pojawianie się na mównicy prezydenta Bytomia powodowało ożywienie wśród związkowców, którzy z trudem opanowywali emocje. Szkoda, że wasza złość zwróciła się nie w tym kierunku, co trzeba – mówił prezydent. To nie miasto przygotowuje plan ruchu na kolejne lata i nie miasto decyduje o zamknięciu kopalni.

Wątek zamykania kopalni już od momentu apelu prezydenta do wicepremiera Waldemara Pawlaka o zwrócenie uwagi na działalność Kompanii Węglowej pojawia się w wypowiedziach przedstawicieli związków zawodowych i górników. Tymczasem był to apel o powstrzymanie szkodliwej działalności kopalni. Nigdy nie mówiłem o zamykaniu kopalni i nigdy nie było to moim celem – mówił prezydent. Zresztą nie mam do tego żadnego prawa. Czy rzeczywiście negatywna opinia prezydenta w sprawie ruchu zakładu górniczego może spowodować, że kopalnia przestanie fedrować? Kopalnia nie stanie- przekonuje Jolanta Makuła. Ma jeszcze zezwolenie na wydobywanie ściany, udzielone jej w 2008 roku. Teraz czekamy na rozmowy z władzami Kompanii Węglowej i Okręgowego Urzędu Górniczego i wypracowanie takich rozwiązań, które zagwarantują bezpieczeństwo w rejonie planowanej eksploatacji.

Rozmowy są potrzebne. Do Urzędu Miejskiego dzwonią zaniepokojeni mieszkańcy i właściciele bytomskich firm. Z apelem o stanowcze działania zwróciła się też Spółdzielnia Mieszkaniowa „Miechowice”: „Nasze budynki już wykazują symptomy tej działalności, a pogłębianie się szkód może w istotny sposób wpłynąć na stan techniczny naszego zasobu. (…) Nie zgadzamy się, aby kopalnie niszczyły dorobek spółdzielców i prosimy o to, aby gmina podzieliła nasze obawy, szczególnie, iż zasoby spółdzielni stanowią prywatny majątek jej członków.

Informacje o planach wydobycia pod Miechowicami z niepokojem przyjęła też Rada Dzielnicy Miechowice. Zwracamy się z apelem o dokładne przeanalizowanie dokumentacji – mówił jej przedstawiciel Michał Staniszewski. Przypomniał, że planowana eksploatacja obejmuje też historyczną, zabytkową zabudowę dzielnicy. Chcemy wiedzieć, czy tym budynkom nic nie grozi. Z pełna świadomością swoich słów stwierdzam, że nie ma na tej sali nikogo, kto chciałby, aby kopalnia przestała pracować – zwrócił się do górników. Chciałbym jednak mieć pewność, że po skończonej szychcie będziecie mieli gdzie wrócić.

UM Bytom

Podaj dalej

Komentarze

komentarze/y

Dodaj komentarz